Jacek Kozak  

Spacerkiem po nasypie

Trzysta tysięcy ludzi rocznie odwiedza Algonquin Park. Trudno sądzić, by wśród mieszkających w Ontario Polaków znalazł się ktoś, kto o tym rezerwacie przyrody nie słyszał. Niewielu chyba także jest takich, którzy z okazji krótkiego choćby wypoczynku na tym gigantycznym terenie nie skorzystali. A jednak - jak niewiele wiemy o parku, o jego ponad stuletniej historii i o ciekawostkach, jakie kryją się na 7725 kilometrach kwadratowych jego powierzchni. Ot, na przykład, niewielki i niepozorny szlak spacerowy Track and Tower Trail dostępny bezpośrednio z przecinającej południowa część parku szosy nr. 60. Nieco ponad 7 kilometrów spaceru przez las, kilka punktów obserwacyjnych i... jakże zaskakująca lekcja historii parku i regionu.
Algonquin Park kojarzy się wszystkim z rezerwatem przyrody. I rzeczywiście - taki jest cel istnienia parku, co nie oznacza, że jest on ścisłym rezerwatem, ani też, że zawsze nim był.

 Dziewiętnasty wiek na tych terenach był okresem intensywnej eksploatacji jednego z najważniejszych surowców Ontario - drewna. Wbrew temu, co można by sądzić, eksploatacja tego naturalnego bogactwa do dzisiaj trwa na terenie parku - tyle że jest ona ściśle regulowana. Przed 150 laty dorzecze rzeki Ottawa było zagłębiem dla przemysłu drzewnego. I złotonośną żyłą dla przedsiębiorczych organizatorów wyrębu i eksportu kanadyjskiej białej sosny.
Jednym z nich był John R. Booth - bodajże najwieksza postać XIX wieku w tej branży. Zaczął od jednego tartaku, ale wkrótce eksploatacja drzewostanu w regionie dzisiejszego Algonquin Park przysporzyla mu fortuny. Początkowo, ścinane w lasach sosny obrabiano wstępnie na wyrębie zimą, a wiosną i latem spławiano dopływami Ottawy i następnie eksportowano za Atlantyk. Ślady tej formy transportu drzew znajdziemy też na trasie szlaku Track and Tower Trail. I naocznie będzie można się przekonać, jak trudny i pracochłonny był to proces. Nic więc dziwnego, że John R. Booth postanowil transport urobku usprawnić i wybudował linię kolejową. Ponad sto lat temu ruszyła pelną parą - Ottawa, Arnprior and Parry Sound Railway była tak świetnym pomysłem, że wkrótce stala się jedną z najbardziej eksploatowanych linii kolejowych w prowincji. W późniejszym okresie pociagi tą trasą pokonywaly teren parku z częstotliwością raz na 20 minut. Linia kolejowa Bootha służyła bowiem nie tylko transportom drewna, ale i łączyła wody jeziora Huron z rzeką Ottawa, a dalej - z rzeką Św. Wawrzyńca i oceanem. Transport ontaryjskiego zboża tą trasą był szybszy, łatwiejszy i bardziej ekonomiczny niż okrężną wodną trasą przez jezioro Ontario.
Turystyczny szlak Track and Tower Trail przez las Algonquin Park to wypoczynek, ale i okazja, by poczyniæ pewne obserwacje. Oto ślady mostu kolejowego nad wodami rzeki Madawaska. Oto dwie kolejowe groble, których stan techniczny uniemożliwił dalszą eksploatację linii. Tak pierwszy most jak i groble miały konstrukcję drewnianą. A pociągi na tej trasie miały napęd oczywiście parowy i często gubily rozpalone węgle z paleniska. Zarząd kolei, w trosce o łatwopalne konstrukcje, zatrudnił specjalnego strażnika, któremu wybudowano nawet dom w sercu parku i którego zadaniem była kontrola trasy i ewentualne wygaszenie zarzewia pożaru po każdym przejeździe pociągu. Musiało to być stanowisko równie osamotnione jak placówka latarnika.
Dalszy spacer szlakiem daje wyobrażenie o katorżniczym trudzie, w jakim wybudowano tamy i spusty na rzece umożliwiajace transport drewna, a następnie szlak kolejowy. Sapiąc i potykając się o korzenie pokonujemy pnącą sie w górę i spadającą w dół scieżkę, by nagle odetchnąć z wdziêcznością. Oto kilkadziesiąt metrów szlaku po niemal idealnie równym terenie leśnym. Czyżby natura okazała się tak łaskawa dla miastowych turystów? Bo aż trudno uwierzyć, żeby pracownicy parku, którzy sporządzili mostki przez strumienie na trasie, zadbali też i o chwilę wypoczynku dla nie przyzwyczajonego do intensywnego wysiłku turysty. Chwila refleksji - toż to stary nasyp kolejowy! 
Dzisiaj z trudem odnaleźć można tu i ówdzie resztki podkładów kolejowych, a przy główce mostu ktoś położył kawałek zardzewiałej szyny. Tyle zostało z ruchliwej niegdyś trasy O. A. & P. S. Railway. Chociaż na niektórych jej odcinkach pociągi kursowały do lat 50-tych, dzisiaj las bezlitośnie odzyskał utracony niegdyś teren. Zmęczeni spacerem możemy tylko spocząć gdzieś na chwilę, rzucić wkoło wzrokiem i spróbować wyobrazić sobie, jakiego trudu wymagało usypanie kilkunastometrowej wysokości nasypu - jeśli zważyć, że robotnicy dysponowali tylko kilofami i oskardami - w środku leśnej gęstwiny. Jak ciężką pracą było oczyszczenie trasy z granitowych głazów, gdzie skały rozbijano eksplozjami prochu strzelniczego. Dziewięciu ludzi przypłaciło to wysoce niebezpieczne zajęcie życiem. Nic dziwnego, że wynalazek dynamitu, bezpieczniejszego w obsłudze materiału wybuchowego, przyniósl Alfredowi Noblowi taką fortunę.
I refleksja numer dwa - jakże szybko las odzyskał wyrwany przyrodzie niegdyś teren i zatarł ślady ludzkiej ingerencji. Dzisiaj trzeba zwrócić uwagę na położenie terenu, albo przeczytać komentarz do szlaku w opracowanej przez administrację parku broszurce, by zauważyć, że tu, gdzie dzisiaj rośnie gęsty las, jeszcze nie tak dawno był nasyp, tor i szlak kolejowy.
Podobna refleksja nasuwa się w innym miejscu szlaku, gdzie broszurka informacyjna zachęca do rzutu okiem na rozległy teren zalesiony czerwona sosną. Jeszcze 50 lat temu tutaj znajdowała się stacja kolejowa Algonquin, centrum administracyjne parku i piękny, luksusowy hotel Highland Inn z ponad 100 pokojami, oszałamiającą salą jadalną, kortami tenisowymi, salą balową, przystanią dla hotelowych gości i innymi atrakcjami. Ekonomiczny sens hotelu Highland Inn uzależniony był od linii kolejowej; gdy pociągi przestały kursować, gdy nasilił się ruch samochodowy na szosie nr. 60, gdy ludzie zaczęli przyjeżdżać do Algonquin Park na kempingi - Highland Inn zamarł. W 1957 roku hotel zamknięto, a budynek hotelowy i pozostałe atrakcje zburzono. Dzisiaj, ze stoku góry widać na tym miejscu tylko gęste korony drzew.
Co tu kryć - na szczęście. Zmieniło się podejście ludzi do atrakcji natury, zmieniła się technologia wypoczynku na jej łonie. W miejsce samochodu wyposażonego w kolejowe koła, jakim jeszcze niedawno wożono chętnych przez Algonquin Park, dzisiaj najbardziej popularnym sposobem dostania się do wnętrza rezerwatu jest canoe z napędem na jednego lub dwóch zapalonych chociaż niewprawnych wioślarzy. Albo para dobrych butów, lekki namiot w plecaku, nóż (na liczne jeszcze w parku niedźwiedzie?), zapalniczka do rozniecenia małego ognia oraz duża dawka wytrzymałości, samozaparcia i woli kontaktu z żywą naturą.
A jeśli czegos z tej listy braknie - można samochodem podjechać na parking przy wejściu na szlak Track and Tower Trail w Algonquin Park i udać się na kilkukilometrowy spacer, by zaczerpnąć świeżego powietrza, podziwiać skryte w leśnej gęstwinie jeziorko Grant Lake (jeszcze nie tak dawno noszące bardziej dopasowaną do jego uroku nazwę Gem-of-the-Woods). Natomiast ciekawym niezwykłej historii tej ziemi trafia się okazja spojrzeć na jedyne pozostałe ślady energii i pracowitości jednego z najbogatszych ludzi kontynentu, wielkiego przemysłowca, aktywnego zwolennika założenia Algonquin Park - chłopaka, który od majątku $9 ciężką pracą doszedł do gigantycznej fortuny, a o którym nikt dzisiaj nie pamięta.