|
Dnie coraz krόtsze, niebo szare i nisko, niuziutko nad głowa.
Zbliża się najdłuższa i najświętsza noc roku. Noc wigilijna.
Poczta elektroniczna przynosi zyczenia z całego świata od przyjaciόł, kolegόw a także coraz częściej od
“wirtualnych” znajomych, o ktόrych do tej pory nie miało się nawet pojęcia,
że istnieją. Wszyscy prześcigaja się w pomysłach.
Wystarczy tylko jedno kliknięcie a już na monitorach ożywaja renifery,
zapalają się światełka na choinkach, przez furtkę wbiega piesek, a po
kolejnym kliknięciu z wirtualnego nieba sypie wirtualany śnieg. A u mnie
za oknem sypie naturalny.
Elektroniczne listy bywają dźwiękowe. Słucham więc znanych kolęd
przesłanych przez nieznanych, ale życzliwych czytelnikόw i znajomych naszych znajomych. Takie same
swojskie kolędy jakie pamiętam z dzieciństwa, kiedy nawet telewizor nie
był przedmiotem powszechnego użytku...
Boże Narodzenie tuż, tuż.
U nas w Stanach Zjednoczonych członkowie i członkinie Armii Zbawienia
podzwaniają dzwonkami, przypominają, że czas ofiarowac swoj datek na
potrzebujących.
I tylko oni życzą nam zwyczajnie, tak jak przed laty w USA “Merry
Christmas”.
Ale najczęściej słychać “Happy Holidays”. Coraz trudniej o
kartki z napisem “Merry Christmas”. Poprawność polityczna
zatacza coraz szersze kręgi.
* * *
Dla wielu z nas ze wszystkich dni roku najważniejsza
była i jest Wigilia.
Mistyka wigilijnej wieczerzy, uroda i zapach choinki, tajemniczość nocy,
najdłuższej w roku, delikatne, migocące płomienienie świec, aromat
siana pod śnieżnobiałym obrusem tworzą ten z niczym nieporόwnywalny klimat.
Sceneria i obrzędowosć Wigilii głęboko zapadły w świadomość.
Trwaja w nas…
Na czym polega niezwykłość Wigilii ? Nie piszę o czysto religijnym,
duchowym wymiarze..
Myślę o jej “materialnym” wymiarze. Zawsze, odkąd pamiętam,
obowiązywał ten sam doroczny rytuał, a wokόł unosił się niecodzienny aromat tworzący
ową niezwykłą atmosferę. Ranne wstawanie i pracowitą krzątaninę.
Dom jeszcze przesiąknięty zapachem upieczonych poprzedniego dnia makowcόw i słodyczą piernika, już był gotowy na
przyjęcie innych woni…
Uderzał w nozdrza zapach gotującego się czerwonego barszczu, dobiegał
aromat suszonych grzybόw (przypominających owe letnie i
jesienne wyprawy do lasu), ostry zapach cebuli (do śledzi!) wyciskający
łzy z oczu pomieszany z zapachem skόrki pomarańczowej .
Na kuchni powoli gotowała się kapusta (bo kto to widział wigilię bez
pierogόw z kapustą i grzybami).
A jakie to odgłosy w tym dniu dochodziły z kuchni !
Skwierczącej na patelni rybie, panierowanej w jajku i bułce, towarzyszyły
ciche pyrkotanie parzonego maku (to do kutii).
W domu moich Rodzicόw podawano dwanaście potraw; tak
dwanaście a nie siedem, dziewięć czy jedenaście, jak to bywa w innych
polskich domach.
Do dziś i na moim wigilijnym stole pojawia się dwanascie dań wśrόd ktόrych nie może zabraknać kutii, słynnego
“kresowego” przysmaku z ugotowanej pszenicy, bogatego w mak,
miόd, orzechy i wszelkiego rodzaju
bakalie, podlanego odrobiną koniaku....
Dla mnie te przygotowania to rytuał, tradycja, którą kontynuuję tak
uporczywie, bo pozwala mi na zachowanie wiary, że “nie wszystko
umiera”.
Strojenie choinki odbywało sie w Wigilię. Zawsze tak było. Na choince
wisiały zabawki kupowane przez moich rodzicόw, a potem przeze mnie. Było ich wiele.
Pochodziły z czasόw mego dzieciństwa i dzieciństwa
mego jedynego syna. Zostały w Polsce .
Syn mieszka z rodziną we Francji. My
wyjechaliśmy za Wielką Wodę.. Z nami przyleciał mały drewniany
ptaszek, kolorowe cudeńko kupione kiedyś w Sukiennicach krakowskich.
Ten ptaszek siedzi przez cały rok na oknie w naszym domu w pόłnocnym Michigan, spogląda na płaczącą
wierzbę, srebrne świerki zasadzone przed kilkunastu laty przez mego męża,
na wzgόrze porośnięte brzozami i być
może, podobnie jak ja, dziwi się, że tak niespodziewanie potoczyły się
jego losy. A kiedy przychodzi czas ptaszek przenosi się na bożonarodzeniowe
drzewko.
Od kiedy zamieszkaliśmy w Stanach choinkę ubieram wcześniej, zgodnie z
obyczajem tu panującym, tuż po Swięcie Dziękczynienia.
Wieszam na niej dekoracje, ktόre kupiliśmy podczas naszych licznych podrόży.
Nasz drewniany krakowski ptaszek z Sukiennic od wielu lat spogląda na
porcelanowego skrzypka przywiezionego z Chicago, na szklaną bombę kupioną
w Clearwater na Florydzie, zachwyca się nieodmiennie baletnicą z maksykańskiego
sklepu w Santa Fe, mała papierową gejszą przywiezioną z Japonii,
wachlarzykowi z Pekinu, posrebrzanej szyszce przyniesionej ze spaceru nad
jeziorem Superior.
Mały krakowski ptaszek słucha srebrzystego dźwięku trąbki kupionej
kilka lat temu w Christmas, małej osadzie w Michigan i radosnego
“ho, ho” brzuchatego Santa Claus (ktόry zastępuje tu Swiętego Mikołaja i wygląda
bliżniaczo!)
I choć lubi swoje nowe otoczenie, i jest tu szczęsliwy, to być może
wspomina też tamte znajome i bliskie mu świecidełka, nieopisanej urody
delikatne, szklane bombki, słomkowe gwiazdki i takichż pasterzy. Może tęskni?
Kto wie, co czuje, co myśli, polski drewniany ptaszek w wigilię Bożego
Narodzenia siedząc na drzewku sciętym w lasach w Copper Country, nad
wielkim jeziorem Superior?
* * *
Wigilia ma szczegόlny charakter, przynosi zapach i smak nawet
najbardziej odległego dzieciństwa. Wraca ono do nas z każdą zawieszoną
na choince skrzącą urodą zabawkę, z zapachem świeżej świerkowej czy
jodłowej gałązki, z każdą kolorową paczką leżącą pod choinką.
Kultuwując rodzinne tradycje żywimy nadzieję, że nasze dzieci, a potem
i nasze wnuki będą je cenić i o nich pamiętać.
Rozsiani po świecie podtrzymujemy naszą polską duchową wspόlnotę.
Nie zapominajmy o tym co nas łączy, a jest to garść siana pod białym
obrusem, opłatek, przysłany z Kraju, dodatkowe nakrycie na stole dla
niespodziewanego gościa-wędrowca.
Kultywowanie tradycji jest piękną formą celebrowania życia. Pamiętajmy
o tym, życząc sobie Wesołych Świąt Bożego Narodzenia.
|