Z galerii autorki

Serwisy

Rozmaitości

Jest w moim Kraju zwyczaj…

Ryszarda L.Pelc

 ”Jest w moim kraju zwyczaj,  że w dzień wigilijny,
Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda spólnego łamią chleb biblijny,
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie. ” (
Wacław Rolicz-Lieder)

 

Boże Narodzenie tuż , tuż.
U nas,  w Stanach Zjednoczonych członkowie i członkinie Armii Zbawienia podzwaniają dzwonkami,  przypominając, że czas ofiarować swój datek na potrzebujących.
I tylko oni życzą nam zwyczajnie,  tak jak przed laty bywało w USA “Merry Christmas”.
Jednakże  najczęściej słychać “Happy Holidays”. Ale na szczęście,  ciągle jeszcze sprzedaje się kartki,  na których czytamy : “Merry Christmas”.

Coraz mnie kartek tradycyjnych wyjmujemy ze skrzynek pocztowych.  Coraz częściej poczta elektroniczna przynosi życzenia z całego świata od przyjaciόł,  kolegόw a także coraz częściej od “wirtualnych” znajomych,  o ktόrych do tej pory nie miało się nawet pojęcia,  że istnieją. Wszyscy prześcigaja się w pomysłach.

Moja  wrocławska znajoma przysłała kartkę z życzeniami.  Oczywiście kartka jest “wirtualna”.
Wystarczy tylko jedno kliknięcie a już na monitorach ożywaja renifery,  zapalają się światełka na choinkach,  przez furtkę wbiega piesek,  a po kolejnym kliknięciu z wirtualnego nieba sypie wirtualany śnieg.

Elektroniczne kartki coraz częściej  bywają  też dźwiękowe. Słucham więc znanych kolęd przesłanych przez nieznanych ,  ale życzliwych czytelnikόw i znajomych naszych znajomych. Takie same swojskie kolędy jakie pamiętam z dzieciństwa . ….

Dnie coraz krόtsze,  niebo szare i nisko, niuziutko nad głową. Zbliża się najdłuższa i naświętsza noc roku. Noc wigilijna.
U mnie za oknem sypie śnieg nie wirtualany ale naturalny a “pan od pogody” w okienku telewizyjnym  mówi,  że jest to  “lake effect” co w tłumaczeniu doświadczonych “tubylców” znaczy,  że będzie padać tak długo,  dopóki jakaś część jeziora Superior nie zamarznie.

* * *
Dla wielu z nas ze wszystkich dni roku najważniejsza była i jest Wigilia.
Mistyka wigilijnej wieczerzy,  uroda i zapach choinki,  tajemniczość nocy,  najdłuższej w roku,  delikatne,  migacące płomienienie świec,  aromat siana pod śnieżnobiałym obrusem tworzą ten,  z niczym nieporόwnywalny,  klimat.
Sceneria i obrzędowość Wigilii głęboko zapadły w świadomość. Trwaja w nas…
Na czym polega niezwykłość Wigilii ? Nie będę pisać tu o religijnym,  duchowym wymiarze tego niezwykłego Święta… Nie czuję się do tego powołana. Nie będę o tym pisać także dlatego,  że każdy z nas przeżywa ten  wigilijny dzień tylko we właściwy dla  siebie sposób, a więc każdy z nas chyba inaczej.

Ja piszę  o tym krzątaniu się, o tym zabieganiu,  o zapachach i smakach związanych z Wigilią,  a to w wielu naszych domach jest bardzo podobne.
Zawsze, odkąd pamiętam, obowiązywał ten sam doroczny rytuał, a wokόł unosił się niecodzienny aromat tworzący ową niezwykłą atmosferę. Ranne wstawanie i pracowitą krzątaninę.
Dom jeszcze przesiaknięty zapachem upieczonych poprzedniego dnia makowcόw i słodyczą piernika,  już był gotowy na przyjęcie innych woni…
Uderzał w nozdrza zapach gotującego się czerwonego barszczu,  unosił się aromat suszonych grzybόw (przypominających owe letnie i jesienne wyprawy do lasu ),  ostry zapach cebuli (do śledzi!) wyciskający łzy z oczu,  pomieszany z zapachem skόrki pomarańczowej.
Na kuchni powoli gotowała się kapusta (” bo kto to widział wigilię bez pierogόw z kapustą i grzybami”).
A jakie to odgłosy w tym dniu dochodziły z kuchni !
Skwierczącej na patelni rybie,  panierowanej w jajku i bułce,  towarzyszyło ciche pyrkotanie parzonego maku (to do kutii).
W domu moich Rodzicόw podawano dwanaście potraw;  tak dwanaście a nie siedem, dziewięć czy jedenaście, jak to bywa w innych polskich domach.
Do dziś i na moim wigilijnym stole pojawia się dwanaście dań wśrόd ktόrych nie może zabraknać kutii , słynnego “kresowego” przysmaku z ugotowanej pszenicy,  bogatego w mak,  miόd,  orzechy i wszelkiego rodzaju bakalie,  podlanego odrobiną koniaku….
Dla mnie te przygotowania to rytuał,  tradycja, którą kontynuuję tak uporczywie,  bo pozwala mi na zachowanie wiary,  że “nie wszystko umiera”.
Strojenie choinki odbywało sie w Wigilię. Zawsze tak było. Na choince wisiały zabawki kupowane przez moich rodzicόw,  a potem przeze mnie. Było ich wiele. Pochodziły z czasόw mego dzieciństwa i dzieciństwa mego jedynego syna. Zostały w Polsce.
Syn mieszka z rodziną we Francji. My wyjechaliśmy za Wielką Wodę. Z nami przyleciał mały drewniany ptaszek,  kolorowe cudeńko kupione kiedyś w Sukiennicach krakowskich.
Ten ptaszek siedzi przez cały rok na oknie w naszym domu w pόlnocnym Michigan, spogląda na płaczącą wierzbę,  srebrne świerki zasadzone przed kilkunastu laty przez mego męża,  na wzgόrze porośnięte brzozami i być może, podobnie jak ja,  dziwi się,  że tak niespodziewanie potoczyły się jego losy. A kiedy przychodzi czas ptaszek przenosi się na bożonarodzeniowe drzewko.
Od kiedy zamieszkaliśmy w Stanach choinkę ubieram wcześniej,  zgodnie z obyczajem tu panującym,  tuż po Święcie Dziękczynienia.
Wieszam na niej dekoracje,  ktόre kupiliśmy podczas naszych licznych podrόży.
Nasz drewniany krakowski ptaszek z Sukiennic od wielu lat spogląda na porcelanowego skrzypka przywiezionego z Chicago,  na szklaną bombę kupioną w Clearwater na Florydzie,  zachwyca się nieodmiennie baletnicą z maksykańskiego sklepu w Santa Fe,  małą paierową gejszą przywiezioną z Japonii,  wachlarzykowi z Pekinu,  posrebrzanej szyszce przyniesionej ze spaceru nad jeziorem Superior.
Mały krakowski ptaszek słucha srebrzystego dźwięku trąbki kupionej kilka lat temu w Christmas,  małej osadzie w Michigan i radosnego “ho, ho” brzuchatego Santa Claus (ktόry zastępuje tu Świętego Mikołaja i wygląda bliżniaczo!)
I choć lubi swoje nowe otoczenie,  i jest tu szczęśliwy to być może wspomina też tamte znajome i bliskie mu świecidełka,  nieopisanej urody delikatne,  szklane bombki,  słomkowe gwiazdki i takiż pasterzy. Może tęskni?
Kto wie, co czuje,  co myśli,  polski drewniany ptaszek w wigilię Bożego Narodzenia siedząc na drzewku ściętym w lasach w Copper Country,  nad wielkim jeziorem Superior?
* * *
Wigilia ma szczegόlny charakter,  przynosi zapach i smak nawet najbardziej odległego dzieciństwa. Wraca ono do nas z każdą zawieszoną na choince skrzącą urodą zabawką,  z zapachem świeżej świerkowej czy jodłowej gałazki,  z każdą kolorową paczką leżącą pod choinką.
Kultywując rodzinne tradycje żywimy nadzieję,  że nasze dzieci,  a potem i nasze wnuki będą je cenić i o nich pamiętać.
Rozsiani po świecie podtrzymujemy naszą polską duchową wspόlnotę.
Nie zapominajmy o tym co nas łaczy;  garść siana pod białym obrusem,  opłatek,  przysłany z Kraju,  dodatkowe nakrycie na stole dla niespodziewanego gościa-wędrowca.
Kultywowanie tradycji  jest piękną formą celebrowania życia. Pamiętajmy o tym,  życząc sobie Wesołych Swiąt Bożego Narodzenia.

 

fot. R. L. Pelc