Z galerii autorki

Serwisy

Rozmaitości

Wspomnienia z Orientu

To był jeszcze jeden piękny dzień na naszej florydzkiej wyspie. Początek wiosny 2008. Nad wodami “Smoke bay”, na placu otoczonym stylowymi budynkami do złudzenia przypominającymi włoską architekturę, odbywał się festiwal sztuki.fot. Ryszarda Pelc

Obok siebie stały stoiska malarzy już uznanych i amatorów, prezentujących swe prace po raz pierwszy.

Moją uwage przykuły dwa obrazy przedstawiające sceny z Dalekiego Wschodu. “Tajlandia”. Mogą to być sceny z “pływajacego targu”, pomyślałam. Autorką tego obrazu jest piętnastoletnia uczennica.

Tak, to rzeczywiście były sceny z Tajlandii, ale wbrew moim domysłom, Camielle Alvin nigdy nie była w Tajlandii, a obraz był kopią zdjęcia.

Nie zmienia to faktu, iż spotkałam utalentowaną artystkę, której obrazy poruszyły moją wyobraźnię i obudzily wspomnienia dawno odbytej podrózy do Tajlandii.

* * *

Tajlandia jest dość dobrze znanym krajem azjatyckim. Polacy też bywaja tam nierzadko. Pamiętam, iż podczas swego pobytu w Bangkoku, w hotelowej restauracji spotkałam Polaka, który odbywał właśnie siedemdziesiątą ósmą podróż do Tajlandii. Niedawno znajoma z Warszawy przysłała kartkę “Z mojej ukochanej Tajlandii”. Bywa tam dość często.

Według dostępnych danych statystycznych, lotnisko w Bangkoku przyjmuje ponad 38 milionów turystów rocznie. Przewodniki światowe umieszczają Tajlandię i jej stolicę, Bangkok na czele najbardziej atrakcyjnych miejsc turystycznych na świecie. Tajlandia ma bogatą kulturę, ciekawe tradycje i interesującą historię. Nie od wczoraj ma też opinię miejsca tanich uciech. Bary “go-go”, są dość powszechnie znane, a ich powstanie wiąże się z okresem wojny wietnamskiej, kiedy to żołnierze amerykańscy wypoczywali w swoich bazach w Tajlandii.

* * *

Do Tajlandzkiej stolicy Krung Tep “miasta aniołó”, czyli do Bankoku przylecieliśmy z Singapuru. Na lotnisku wynajęliśmy taksówkę, która miała nas zawieźć do hotelu Royal Meridien.

zdjecie ze strony Trip Advisor - Posted by triplaura79, Mataró, Barcelona Taksówkarz przedzierał się w tłumie innych pojazdów. Nie widziałam w swoim życiu tak zatloczonych ulic. Najsprawniej poruszały się trójkołowce tzw. tuk tuki, które miały niezwykłą umiejętność prześlizgiwania się pomiędzy samochodami. W pewnym momencie taksówkarz chcąc możliwie szybko dowieźć nas do hotelu, wjechał w jakaś boczną uliczkę. Nota bene część drogi odbywaliśmy po chodniku. Mijaliśmy sklepy z figurami Buddy, barwnymi ubiorami, świecami, kolorowymi lampionami. W pewnym momencie wjechaliśmy w kolejną uliczkę, na której jeden obok drugiego stały szwalnie. W otwartych drzwiach malutkich jak klatki pomieszczeń siedziały młode dziewczyny pochylone nad maszynami do szycia. Któras z nich podniosła głowę. Zobaczyłam zmęczoną twarz i niewymownie smutne oczy. Mieszkanka “kraju uśmiechów” nie miała na twarzy cienia uśmiechu. Było w niej coś głęboko wzruszajacego. Uzmysłowiłam sobie, że te dziewczyny nie są, mimo wszystko, na dnie nędzy. A skrajne ubóstwo widoczne było niemal wszędzie. Zobaczyłam je potem także w sąsiedztwie nowoczesnych bogatych wieżowcow, wykwitnych restauracji czy eleganckich sklepów.

Po jakimś czasie wyjechaliśmy z ubogich dzielnic i krajobraz się zmienił. Mijaliśmy piękne nowoczesne i wysokie wieżowce, eleganckie hotele. Tu i ówdzie mijaliśmy swiątynie buddyjskie i małe kapliczki z postaciami Buddy. Na ołtarzykach kapłani i wierni, jako ofiarę, zostawiali owoce i miseczki ryżu. Tuż przy naszym hotelu stała taka kapliczka a najbliższym jej sąsiedztwie był bar McDonald’s. Miejsce gdzie Zachód spotkał się ze Wschodem.

Po długiej podróży dotarliśmy do celu. Weszliśmy do zarezerwowanego dla nas pokoju. Hotelowy wniósł nasze bagaże. Pokój był przestronny. Ładne, “stylowe” czyli orientalne meble wypełniały wnętrze. Na poduszkach leżały dwa powitalne wieńce zrobione z jakiś nieznanych mi egzotycznych kwiatów. “Witamy w Bangkoku. Witamy w Tajlandii”. Takie wieńce każdego wieczoru znajdowaliśmy na hotelowym łóżku.

* * *

Zwiedzanie “miasta Aniołow” zaczęliśmy od pałacu królewskiego.Zdjecie pochodzi ze strony Trip Advisor Posted by danielle2008, Cayo Largo, Cuba

Na pałacowym dziedzińcu nasza przewodniczka przypomniała nam między innymi, amerykański film “Król i ja” (The King and I). Film tak dobrze przyjęty na Zachodzie z udziałem Yula Brynnera oburzył mieszkańcow Siamu (obecnie Tajlandii). Uznano iż ich oświecony, dobrze wykształcony król Mongkut został w filmie ośmieszony. Treść słynnego musicalu Rodgersa i Hammersteina (a potem filmu) została zapożyczona z pamiętnika brytyjskiej guwernantki na dworze króla Siamu (w latach 60 XIX w.) Warto dodać iż w Tajlandii do dziś obowiązuje zakaz wyświetlania tego filmu.

* * *

Nieopodal pałacu znajduje się Wat Pra Kaeo czyli świątynia “szmaragdowego” a właściwie jaspisowego Buddy pochodzącego najpewniej z połowy piętnastego wieku. Niewielki posążek otoczony jest szczególną czcią. Trzy razy w roku odbywa się ceremonia ubierania go w nowe szaty. W uroczystościach zawsze uczestniczy król albo książę wyznaczony przez władcę. Ten rytuał ma dla Tajów głębokie symboliczne znaczenie.

* * *

Na zakończnie naszej jednodniowej wycieczki zawieziono nas do …sklepu z biżuterią. Najpewniej wszyscy byli zadowoleni. Uczestnicy wycieczki, bo mają gwarancję jakości, przewodnicy bo dostali prowizję no i oczywiście właściciele sklepów.

Uderzająca jest ilość magazynów z rzeźbami przedstawiającymi Buddę. Warto pamiętać iż Tajlandia jest krajem, gdzie 90% mieszkańców wyznaje buddyzm.

Nasza przewodniczka była znakomicie przygotowana do prowadzenia wycieczek. Nie pomijała niczego co mogło wzbogacić naszą wiedzę o Tajlandii. Dowiedzielismy się więc, że każdy z Tajlandczyków co najmiej przez pół roku zostaje mnichem buddyjskim, że kobiety również mogą być mniszkami, że wywożenie wizerunku Buddy z Tajlandii jest niezgodne z prawem. Dowiedzieliśmy się, że przy każdej świątyni można kupić złoto w postaci małych cienkich listków, które nakleja się na figury w świątyniach. Zapewnić ma to pomyślność. Opowiedziała o tym, że w Bangkoku mieszka wg. oficjalnych danych około osiem milionów ludzi a faktycznie ta liczba dobiega do piętnastu a może nawet dwudziestu milionów. Z najwyższym uznaniem opowiadała nam o zasługach króla Tajlandii dla rozwoju edukacji i kultury.

* * *

Hotel “Oriental” został kiedyś uznany za najlepszy na świecie pod względem obsługi. Jest to bardzo elegancki (i drogi) hotel położony malowniczo nad brzegiem rzeki Czao Praja (ang. Chao Phraya).

Zbudowany został w 1876 roku a potem rozbudowany. Jego właścicielami byli bracia, pochodzący z Armenii. Hotel ma doskonałą renomę także dlatego, że bywali tu znani (i zamożni) ludzie.

Był tu między innymi Józef Conrad Korzeniowski. Jako dwudziestokilkuletni człowiek Korzeniowski wyemigrował do Anglii. Tam zaciągnął się na służbę jednej z kompanii handlowych. Jego późniejsze powieści osnute były na tle własnych doświadczeń.

Z listu Henry Ellisa do Józefa Conrada Korzeniowskiego dowiadujemy się iż przyszły pisarz zostaje zaangażowany na statek “Melita”. Statek wypłynąć ma z Singapuru a portem docelowym jest Bangkok. Tenże pan Ellis pisze do swego zwierzchnika Mr Goulda “Osobą, którą zaangażowałem jest pan Conrad Korzeniowski, który posiada świadectwo (dyplom) kwalifikujące go do prowadzenia statku. Certyfikat wydany został przez Zarząd Handlowy. Zawarliśmy umowę iż jego uposażenie wynosić będzie 14 funtów na miesiąc, od momentu przybycia do Bangkoku”.

Wnioskować mogę, iż uposażenie było wystarczająco wysokie, skoro Korzeniowski mógł zamieszkać w najelegantszym hotelu w XIX wiecznym Bangkoku. Pamiętam iż z hotelowego tarasu rozciąga się widok na rzekę. Próbowałam sobie wyobrazić jaki widok zobaczył Conrad Korzeniowski, kiedy płynął Czao Prają. Zapewne i wtedy mieszkali na rzece ludzie, tak jak dzisiaj. Pewnie i wtedy dopływały do brzegu łódki okolicznych wieśniaków wypełnione owocami, rybami, warzywami. O czym myślał 32 letni wówczas przyszły autor “Szaleństwa Almayera”, “Lorda Jima” i “Jądra Ciemności”? Czy wtedy przeczuwał, że On Polak, człowiek morza, osiądzie w Anglii, zacznie pisać w języku, którego nauczył się będąc już dorosłym człowiekiem? Czy wyobrażał sobie, że zostanie uznany za jednego z najlepszych pisarzy anglojęzycznych?

* * *

Festiwal sztuki “na lewym brzegu “Smoke bay” zakończył się sukcesem. Zdjęcie Camielle ze sztalugą pojawi się w miejscowej gazecie. Będzie cieszyć się tym powodzeniem. Jak długo? I co przyniesie przyszłość? Czy malarstwo okaże się tylko przelotnym hobby, czy też pozostanie pasją na całe dorosłe życie? Nikt tego nie wie. Ja wiem jedno, że swoim obrazem przywołała wspomnienia, z którymi podzielę się z moimi Czytelnikami.

Wracałam do domu mijając przystań. Pod błekitnym bezchmurnym niebem stały piękne żaglowce, wielkie dalekomorskie jachty i duże łodzie. Jedna z nich nosiła imię “Joseph Conrad”.

Ryszarda L. Pelc