Ryszarda L. Pelc jest absolwentką wydziału Filologii Polskiej, Uniwersytetu Wroclawskiego..
W Stanach Zjednoczonych od 1985. Wraz z mężem Karolem zamieszkała w górnym Michigan.
W 1989 rozpoczęła współpracę z pismami polonijnymi. Publikuje na stronach "pism wirtualnych" w internecie. Okazjonalnie pisuje też dla lokalnej (anglojęzycznej) prasy na tematy głownie związane z polskimi obyczajami, historią i kulturą.

W 1989 wydała zbiorek wierszy w języku angielskim "Fascination", tłumaczony potem na japoński. Jej wiersze ukazaly się w antologiach poezji amerykańskiej między innymi w: "American Poetry Anthology" (The American Poetry Association), "Poems of Great America" (World of Poetry), "American Poetry Annual" (the Amherst Society), Images", "Best Poems of 1996" (The National Library of Poetry).
Dwukrotnie zdobyła "Golden Poet Award".  "International who's who in Poetry" (1997 Cambridge, England) i  "Who is who in Polish America" (Nowy York) publikowały jej notę biograficzną... Jest członkiem kilku stowarzyszeń m.in. "The American Institute of Polish Culture", "Calumet Theatre Company", "University Women Club", "Copper Country Community Art Council". Hobby rozliczne. Ale główne to podróżowanie i opisywanie świata. Pani Ryszarda będzie na tej stronie dzieliła się z nami swoimi refleksjami z podróży po świecie.
Z Autorką można skontaktować się pisząc do redakcji.

Zachęcam innych podróżników do zamieszczania tutaj swoich wspomnień z ciekawych podróży. Zdjęcia mile widziane.


Ryszarda L. Pelc

„...pług wojny połamał sierpnie jasnych lat ...”

 

Warszawa wiosną 2008 powitała nas chłodno i deszczowo. Potem, w ciągu blisko miesięcznego pobytu „pogoda była zmienna” jak głosiły komunikaty. Doświadczałam tego „biegając” po stolicy; raz  pod chmurnym niebem, kiedy indziej pod palącym słońcem.

Ranek  w dniu, w którym wybrałam się do Muzeum Powstania Warszawskiego wydawał się szczególnie zimny i wietrzny. Dotarłam  na ulicę Grzybowską i wysiadając z tramwaju już z daleka dostrzegłam wysoką wieże z ogromnym znakiem Polski Walczącej. Przeszłam wzdłuż wysokiego muru z czerwonej cegły. Znalazlam się na dziedzińcu. Oprócz mnie byla tam jeszcze grupa uczniów.

Tak więc  Ci, którym cudem udało się przeżyć piekło powstania, i przeżyć po nim dalsze trudne  lata doczekali się symbolicznej nagrody: Muzeum - Pomnika Pamięci.

 Muzeum, które dokumentuje jedno z najtragiczniejszych wydarzeń w historii polskiej stolicy zostało otwarte w przeddzień 67 rocznicy wybuchu powstania.

Jak donosiła prasa warszawska, od kwietnia do lipca 2004  prace budowlane prowadzone były na trzy zmiany. Pracowano dwadzieścia cztery godziny na dobę. To było niewątpliwie spektakularne działanie. 

* * *

Miron Białoszewski rocznik 1922, pisarz z pokolenia „Kolumbów”, uczestnik powstania w „Pamiętniku z Powstania Warszawskiego” po dwudziestu trzech latach od tamtych zdarzeń wspomina dzień wybuchu powstania.

„1 sierpnia we wtorek 1944 roku było niesłonecznie, mokro...

W południe wyszedłem na Chłodną (moja ulica wtedy) i pamiętam, że było dużo tramwajów, samochodów, ludzi i że zaraz po wejściu na rogu za ż     elazna bramą uświadomiłem sobie datę - 1 sierpnia.

...szedłem nie tędy, gdzie miałem iść, bo łapali ludzi...

...Staszek widział dużo „tygrysów” . Takie czołgi jak kamienice.

...Ktoś widział 1000 ludzi (naszych) na koniach. Nie było jeszcze piątej, czyli godziny "W”

A potem  pisze o pierwszych strzałach, pierwszych wiwatach „hurrraaa”. O radości, kiedy zobaczyli pierwszego powstańca. I o tym iż „ zaraz potem zaczęli wypadać ludzie z Ogrodowej i zaczęli łapać wózki i deski na barykady

Wchodzę do Muzeum. Jest ciemnawo. „Jak w piwnicy albo w schronie” mówi półgłosem ktoś ze zwiedzających.

Na parterze tuż przy wejściu po lewej stronie zawieszono monitor.

Widzę, znajomą twarz Jana Nowaka Jeziorańskiego. Po długiej emigracji w Stanach Zjednoczonych wrócił do Polski. Już nie żyje, ale ciągle spełnia swą misję; opowiada zwiedzajacym o powstaniu. Przejmująca jest ta opowieść Kuriera. Raz jeszcze powtarza, że Powstanie musiało wybuchnąć, gdyż ludność Warszawy tego chciała. I choć wiedział i ostrzegał Bora Komorowskiego iż nie mozna liczyć na pomoc  Zachodu, nie było odwrotu.

Przechodzę dalej. Po prawej stronie sali zdjęcia starej Warszawy. Zdjęcie w kolorze sepii. Ulica, samochody, sklep. I tylko gruz przed witryną ze zdjęciem mówi o tym, że znów na Warszawę spadają bomby.  Pierwszego dnia powstania spadły między innymi na trzy kościoły. Przypuszcza się, że pod ich gruzami zginęło 2000 tysiące osób.

Przede mną wieża. Wznosi się przez wszystkie trzy kondygnacje muzeum. Kiedy zbliżam się do wieży słyszę jakby uderzenia serca. To tak bije serce powstańczej Warszawy.

W następnym pomieszczeniu „Poczta Powstańcza”. Listy powstańcow do rodzin. Nazwiska listonoszy - harcerzy. Nazwiska tych, ktorzy padli na polu bitwy roznosząc listy. I stemple na listach „Ocenzurowane”.

Jak się później dowiedziałam  listy, kolekcję kopert i znaczków powstańczych  Muzeum Powstania Warszawskiego odkupiło 9 lutego 2008 roku na aukcji domu Ulrich Felzmann Briefmarken  w Düsseldorfie.

Idę dalej. Zaglądam do małego pokoju, w którym ustawiono maszynę drukarską. Na niej drukowane były odezwy, biuletyny powstańcze, a także tomiki poezji. Poezja, jakby wbrew logice i rzeczywistości kwitła podczas okupacji. Krahelska, Baczyński, Stroiński, Gajcy, Trzebiński, Miłosz, Borowski, to zaledwie kilka nazwisk Poetów z  czasu zagłady. Wojnę przeżyło tylko dwu z wymienionych przeze mnie.

Dalej, w innym pomieszczeniu jest nadajnik radiowy. Pokój robi takie wrażenie jakby ktoś zaledwie przed chwilą go opuścił.

Tak, to muzeum „żyje” tamtymi dniami. I oto staję nad wejściem do kanału. Kobieta, łaczniczka, która przechodziła kanałami opowiada o tym czego doświadczyła. W muzeum nie spotkałam wzmianki o innym powstańcu o pseudonimie „Zych” a ciekawe są jego losy.

Andrzej  Borowiec (rocznik 1928)  był łącznikiem kanałowym ze Śródmieścia na Starówkę. Opisał koszmar przedostawania się przez kanały. Na Mokotowie został ranny, wzięty do niewoli niemieckiej a potem już po wyjściu z obozu służył w II Korpusie generała Andersa. Jak się wydaje los mu sprzyjał. Przeżył a potem, już w Anglii, zdał maturę, studiował na Uniwerytecie Columbia w Nowym Jorku. Pracował jako dziennikarz dla Associated Press, Washington Star, Chicago Sun Times, Washington Star.

Napisał o Powstaniu Warszawskim . “Destroy Warsaw! Hitler’s Punishment, Stalin’s Revenge”. Książkę wydano w 2001 roku.

Widziałam jeden  włazów do kanału. Znajduje się na na placu Krasińskich. Być może właz do kanału był tym, który znał też, cudem ocałały szesnatoletni wówczas, powstaniec Andrzej.

Tędy weszło pięć tysięcy trzystu powstańców ze Starego Miasta i ewakuowało się do Śródmieścia

Byli wśród nich także cywile. Łącznie kanałami Warszawy przemieszczało się ponad jedenaście tysięcy ludzi. Łączniczka, która mówi do mnie z ekranu monitora, szczęśliwie przeżyła, ale blisko 200 tysięcy ludzi zginęło w powstaniu. Umierali pod bombami, z chorób, ran, niedożywienia, masowo rozstrzeliwani w egzekucjach ulicznych. Na ulicach Warszawy są te miejsca oznaczone tablicami. Jest ich wiele. Ale dziś już nieliczni tylko składaja tam kwiaty i zapalają znicze. Każdego roku jest ich coraz mniej.

Oto jest chwila bez imienia
Wypalona w czasie jak w hymnie.
Nitką krwi jak struną - za wozem
Wypisuję na bruku swe imię.(K.K. Baczyński)

  * * *

W jednej z sal muzealnych zawieszono ogromne zdjecie Wielkiej Trójki. Uśmiechięci, zadowoleni, przyjaźni, doskonale się rozumiejący.

F.D. Roosevelt, Winston Churchill, Józef Stalin. Jest to zdjęcie ze spotkania w Jałcie, podczas którego przesądzono o losach Polski.

Za granicą Powstanie Warszawskie coraz częściej nazywa się II powstaniem warszawskim i nie często się o nim mówi. Nazwano je „drugim”, bo pierwsze to było powstanie w getcie warszawskim. Wybuchło 19 kwietnia 1943 roku. Powstańcy geta warszawskiego zostali uhonorowani w PRL pomnikiem już w 1949 roku.

O Powstaniu Warszawskim  mówiono wtedy tylko w domach wśród przyjaciół i rodziny. Władze komunistyczne, zwłaszcza w okresie stalinowskim, powstanie potępiły a żołnierze Armii Krajowej poddawani byli represjom.  Wielu Akowców "karlow imperializmu" jak ich zwała propaganda, zostało więzionych, zsyłanych w głąb Zwiazku Sowieckiego, zamordowanych. Potępiono  dowództwo Powstania  a bohaterstwo mieszkańców Warszawy przemilczano.

Pewnie dlatego też pomnik „Małego Powstańca” zaprojektowany już w 1946 roku przez Jerzego Jarmuszkiecza, odsłonięty został dopiero 1 października 1983 roku. To jeden z najbardziej wzruszających pomików Warszawy. Mali powstańcy ginęli masowo przenosząc meldunki, przesyłajac pocztę. Oblicza się, iż dwunasto i piętnastoletni listonosze Powstańczej Poczty Polowej, głównie harcerze „Zawiszy”, dostarczyli podczas powstania blisko 150 tysięcy listów. Czyli około 3700 listów dziennie. Robili to przemykając pod nieustannym ostrzałem i nalotami.

Teraz po 64 latach pracownicy Muzeum rozpoczęli akcję poszukiwania nadawców i adresatów listów. Zastępca dyrektora Muzeum p. Ukielski ciągle ma nadzieję, że uda się niektórych jeszcze odnaleźć. O ile przeżyli.

 

* * *

Po kilku godzinach zwiedzania wychodzę na ulicę. Jestem ciagle pod wrażeniem tego co widziałam.

Ale udaje mi się wrócić do równowagi. Mijam następną wycieczkę szkolną. Nadjeżdża tramwaj. Wsiadam. Jakiś chłopak wstaje by zrobić mi miejsce. Ma może 18-20 lat. Ma szczęście, myślę, że urodził się u schyłku wieku XX-go w Europie. W Warszawie.

Nagle przypominam sobie fragmenty  pieśni „Warszawskie dzieci”.

„Nie złamie wolnych żadna klęska,
nie strwoży śmiałych żaden trud...

Warszawskie dzieci , pójdziemy w bój,
za każdy kamień twój stolico damy krew...

Powiśle , Wola, Mokotów,
ulica każda, każdy dom,
gdy padnie pierwszy strzał
bądź gotów
jak w ręku Boga złoty grom...

Poległym chwała, wolność żywym,
wierzymy, że nam Sprawiedliwy
odpłaci za przelana krew”.

(słowa Stanisław Ryszard Dobrowolski "Goliard" muz. Andrzej Panufnik)

 

* * *

Wysiadam z tramwaju na placu ONZ. Zaświeciło słońce, szklane wieżowce połyskują  odbijając błękitne już niebo. Pędem mijają mnie luksusowe samochody, reklamy zachęcaja do kupna eleganckiej garderoby, kosiarek do trawy, proszków do prania, agencje mieszkaniowe i „deweloperzy” (a jakże!) namawiają na kupno luksusowego mieszkania z windą do garażu, salon piękności oferuje tanio „tipsy”, jakiś butik reklamuje „topy” za jedyne 40 zł.

Afisze teatralne zapowiadają interesujące przedstawienia. W Teatrze Narodowym wystawiają „Carmen” . Teatr „Syrena” poświęca spektakl Jerzemu Jurandotowi. Na scenie występuje niezastąpiona, niepowtarzalna, niezmordowana Warszawianka, żołnierz Armii Krajowej, uczestniczka Powstania Warszawskiego - Irena Kwiatkowska.

Majowa Warszawa 2008 roku jest barwna, kolorowa, żywa. I wszędzie kwitną kasztany.

Tytuł artykułu zapożyczyłam  z wiersza „Ród Anhellich” Leona Zdzisława Stroińskiego. Poeta poległ w Powstaniu Warszawskim 16 sierpnia 1944 na Starym Mieście. Miał 23 lata.

Fot. Ryszarda i Karol Pelc


Archiwum:
Kwiecień 2008 - Wspomnienia z Orientu
Maj 2008 - Tamiami Trail czyli US 41
Czerwiec 2008 - W Nałęczowie
Lipiec 2008 - Ja minę, Ty miniesz