|
Chińskie impresje część II |
||
| Za murami
“Zakazanego Miasta”.
Żar leje się z nieba. Upal niemiłosierny. Co najmniej 30 stopni Celsjusza. Jesteśmy na wielkim dziedzińcu Zakazanego Miasta. Zanim weszliśmy przez
bramę “Wiecznego Spokoju” i podobnie jak wszystkich
przechodzących tędy tłumnie turystów z całego świata powitały dwa
kamienne lwy, dwie kolumny zwieńczone smokami i ogromny portret
Mao. To tu w 1949 roku Mao ogłosił powstanie Chińskiej
Republiki Ludowej przemawiając do trzystutysięcznego tłumu.
Zakazane Miasto dalej było niedostepne, bo stało się reprezentacyjną
siedzibą komunistycznych “cesarzy”. Przez liczne wieki przez tą bramę zwyczajny śmiertelnik nie mogł wejść. Była przeznaczona wyłącznie dla cesarza. Zdarzały się jednak odstępstwa od tej reguły. Otóż raz w życiu, w dniu swych zaślubin, mogła przejść tamtędy cesarska małżonka a także ci, którzy zdali egzaminy i zostali mianowani na najwyższe urzędy w Panstwie Środka. Aż trudno mi uwierzyć, że rzeczywiście jesteśmy w Gugongu, w pałacowym kompleksie otoczonym dzisięciometrowej wysokości murami, będącym świadkiem wielkich dramatow, wielkich zwycięstw i klęsk. Chodzimy po śladach wydeptanych stopami cesarzy, ich żon i kokubin, rozlicznych urzędników cesarskich, służby pałacowej. I będziemy próbowali wyobrazić sobie jak wyglądało życie w tym mieście za murami. Ten pałacowy kompleks jest całkowicie odmienny od wszystkiego co do tej pory widzieliśmy. Jednakże, mimo to, wydaje się znajomy. "Zakazane miasto" pokazał Bertolluci w swym znakomitym filmie "Ostatni Cesarz". Znamy opowieść o ostatnim cesarzu chińskim i cesarzowej wdowie - Dowager Tsu Xi (Sisi), która całą władzę skupiła w swoim ręku i aż do śmierci władała Chinami. To była kobieta przebiegła, pozbawiona skrupułów, bezwzględna i osiągała wszystko co zamierzala poprzez intrygę a niekiedy poprzez krwawą zbrodnię. Nie mniej jednak o niej się mówi najwięcej i często z sympatią. Jest ciągle żywa w ludzkiej pamięci historycznej. Opowiada nam o niej także
nasza opiekunka i przewodniczka pani Lee, która przybrała sobie "zachodnie"
imię "Rolly" (potem zmienione na Alice). Jest ona z
wykształcenia ekonomistką i jest asystentką na
uniwersytecie. Jest dobrze prygotowana do swej tymczasowej roli
naszej przewodniczki po Bei-jing. Zwierzchnik Rolly
wydelegował ją bowiem do oprowadzania nas po mieście. Kiedy za czasów panowania cesarza Jongle z dynastii Ming przeniesiono stolicę z Nan kinu (południowa stolica) do Bei-jing (północna stolica) zaczęto budowe kompleksu pałacowego. Budowano go przez 13 lat. Przez kilka wieków był siedzibą kolejnych dwu dynastii: Mingów (1368-1644) i Qing (1644-1911). Przy budowie pracowało dwieście tysięcy robotników a potem mieszkało tu około pięciu tysięcy ludzi. Samo miasto zbudowane zostało zgodnie z zasadami chińskiej kosmologii, według której niebo jest okrągłe, ziemia kwadratowa a mury stanowią "moduł" kosmicznego porządku. Do samego Gugongu wiedzie dziewięć bram. Przy okazji warto dodać iż 9 to liczba magiczna na północy Chin, na południu taką cyfrą jest 8 - jako rymująca się ze słowem "bogactwo". Wchodzimy w kolejną bramę zwaną Bramą Pięciu Feniksów (symbol cesarzowej) zbudowaną w 1420 i pamiętającą czasy, kiedy pojawiał się tu cesarz Jongle. W bramie Pięciu Feniksów każdy kolejny cesarz ogłaszał narodowi początek Nowego Roku. Tu też ogłaszano wyroki decydujące o życiu i śmierci skazanych. Przechodzimy dalej. Jesteśmy na marmurowym moście (jest ich pięć). Nazywają je Złotymi Mostami Rzeki. Ogromny betonowy plac. Uderza szarość. Nie ma nawet skrawka zieleni. Przed nami olbrzymia budowla. Jest to "Hall Najdoskonalszej Harmonii" (Jinluan). Hall, podobnie jak i dwa pozostałe, zgodnie z zasadami architektury chińskiej stoi na bogato rzeźbionej platfornie marmurowej. Kolejny budynek zwany
Zhonghe Dian co dosłownie znaczy "średnia harmonia" był
przenaczony dla cesarza. W “Hallu Literackiej Gloriiâ ( Wan Hua Dian), aż do 1911 roku raz w roku kolejni władcy przychodzili tu by czytać fragmenty nauk Konfucjusza, które były podstawą prawa chińskiego. W epoce Ming ten pawilon zajmowal następca cesarskiego tronu. Mijamy kolejne pawilony o urzekających nazwach, jak pawilon "Związku pomiędzy Niebem a Ziemia", zbudowany pomiędzy pałacem "Niebiańskiej Czystości" i "Ziemskiego Spokoju". Ten pałac zamieszkiwały kolejne cesarzowe, potem składano tu ofiary ze zwierząt. Większość pomieszczeń pałacowych jest dość ciemna, tak więc niekiedy trudno w pełni dostrzec ornamenty zdobiące kolumny. Złote smoki, kolorowe chryzantemy, barwne pawie, feniksy malowane na ścianach pokoi są ledwo uchwytne w mroku. Ocenić ich piękno można w pełni dopiero na fotografiach, reprodukcjach w przewodnikach. Na uwagę zasługują cesarskie ogrody, które są w prywatnej części pałacowej. Stanowią one znakomity przykład chinskiego ogrodnictwa. Urzeka kompozycja ogrodu; sosny, sztuczne wzgórza, bambusowe zagajniki, rzadkie rośliny i urocza altana z epoki Ming. Znamy te widoki z rycin chińskich artystow ale naturalnie w rzeczywistości są one jeszcze ciekawsze. Choć niekiedy, przez fakt powielania tych wzorów, mają w sobie coś kiczowatego. W Chinach, podobnie jak w innych krajach o innych religiach, obowiązywały posty i nakazana była cakowita abstynencja. Cesarz był również zobowiazany do przestrzegania tych zasad. W jednym z pawilonow położonych wśród ogrodów cesarz odbywał medytacje. Miało to charakter zbliżony do rekolekcji. Po tych dniach postu i rozmyślan następować miało oczyszczanie. Cesarz, mieszkając kilka dni w samotności, odseparowując się od kobiet z pewnością miał więcej czasu na rozważania o stanie państwa i o stanie swej duszy.. W tym samym pawilonie podczas krotkiego zwycięstwa powstania chłopskiego sprawował tu władzę, triumfujący przywódca chłopski Li Zicheng, który walnie podobno przyczynił się do upadku potężnej niegdyś dynastii Ming. Pozostałe pałacowe budynki "Zachodnie" (Xiliu Gong) i "Wschodnie" (Dongliu Gong) były prywatnymi rezydencjami. W obu kompleksach mieści się po sześć pawilonów. W "Zachodnim" mieszkały cesarzowe (cesarz oficjalnie miał prawo posiadać trzy żony), sześć kochanek (ulubionych kobiet!) oraz siedemdziesiąt dwie konkubiny. Nie doszłam do tego jaka była różnica międy konkubiną a "ulubionymi kobietami" ale z całą pewnością być musiała, skoro jest stosowna terminologia! Na dodatek tych "przyzwolonych" przez prawo, niektorzy z cesarzy mieli w swych haremach okolo 300 kobiet. Pytanie powstaje czym zajmowały się te wszystkie nieszczęśnice, bo oczywiste jest iż najbardziej krewki cesarz nie mógl sprostać swym zadaniom, a kobiety były całkowicie odcięte od świata. Trudno sobie wyobrazić jakie panowały tam stosunki pomiędzy owymi rywalkami do łask cesarza. Ale czy można patrzec na te problemy z naszego, współczesnego punktu widzenia na tamte obyczaje? Wydaje mi się to wręcz niemożliwe. Kobiety cesarza znikały
z tego świata bez sławy i rozgłosu. Cesarzowe, byly grzebane wraz ze
swymi cesarskimi mężami. Jedna z tych kobiet przeszła jednak do
historii, stała się bohaterka licznych powieści i anegdot. Mimo iż
pochodziła z niskiego rodu, umiała się wydostać na wyżyny, o których
niewiele kobiet mogło nawet marzyć. Jedynie cesarzowa Wu z
dynastii Tang, władająca Chinami od 660 do705 odniosła taki
sukces a była równie despotyczną nie mniej bezwzględną jak
Sisi. Ale ograniczyła wpływy arystokracji, korupcję i nepotyzm,
wprowadzajac na przykład egzaminy na stanowiska rządowe. Sisi była zdolną intrygantką, wielką manipulatorką i miała wiele szczęścia. Urodziła cesarzowi syna, który jako jedyny męski potomek, miał zostać jego następcą. Sisi awansowala z konkubiny piątej rangi do drugiej. Nie mogla osiągnać już niczego więcej za życia cesarza. Ale kiedy zmarł została regentką. I ona i okres jej panowania żywe są jakoś w pamięci Chińczyków.
O Sisi rozmawialiśmy kiedy wstąpliśmy do baru Starbuck. Jest to jedyny (na szczęście!) bar na terenie zakazanego miasta. Ceny są "szokujące". Za trzy kawy płacimy 50 juanów. Zarobki miesięczne asystenta na uniewrsytecie wynoszą 1200 juanów. (Dwie godziny potem, już po wyjściu z Gugong, zjedliśmy w dobrej reatauracji obfity znakomity obiad z piwem, za który zapłaciliśmy 80 juanów za trzy osoby). Po przerwie na kawę wyruszmy na dalszą wedrowkę. W północno - wschodniej części cesarskiego pałacu znajduje się Pałac Spokojnej Starości (Ningshou Gong). Pamiętamy iż cesarzowa Sisi umierała w Zakazanym Mieście. Zanim jednak odeszła na wieczny spoczynek usadowiła na tronie swego małego ulubieńca, który okazał się "ostatniem cesarzem". Sisi była okrutną, zbrodniczą władczynią i taką samą matką. Żądna władzy, obawiająca się jej utraty na rzecz prawego następcy, swego dziewiętnastoletniego syna, najpierw wtrąciła go do więzienia oskarżajac o spisek z cudoziemcami i zdradę przeciwko niej, a potem podobno go otruła. Czy miała wyrzuty sumienia? Kto wie, ale na łożu śmierci powiedziała "nigdy nie należy wynosić kobiety na tron cesarski, nigdy nie należy dawać jej zbyt wielkiej władzy". Czy to miało znaczyć, że zrozumiała swe zbrodnie, czy może tylko nie chciała by inna kobieta cieszyła się takimi splendorami jak ona? Kilkanascie lat po jej śmierci upadła dynastia, skruszyła się potęga cesarskich Chin. Choć cesarz, z nadania Sisi, żyl jeszcze dosć długo, nie miało to już większego znaczenia. Przez Chiny, nigdy nie wolne od gwałtu i przemocy przetoczyły się krwawe wojny i powstania. A o Sisi usłyszymy jeszcze nie raz w czasie naszych wędrowek śladami chińskich cesarzy. Tak więc c.d.n.ł Od redakcji Polonia Life: zapraszamy na wirtualny spacer po "Zakazanym Mieście": http://www.chinavista.com/beijing/gugong/map.html |