Turkmenia
stolica: Aszchabad

W Turkmenistanie, na obszarze 488,1 tys. km2, mieszka tylko 4,3 min ludnosci. Wiekszosc miast skupiona jest u podnóza gór Kopet-dag wzdluz granicy z Iranem i w dolinach nielicznych rzek oraz na wybrzezu Morza Kaspijskiego. 90 procent powierzchni kraju znajduje sie na Nizinie Turanskiej, zajetej w calosci przez pustynie Kara-kum. 

Turkmenistan proklamowal niepodleglosc 27 pazdziernika 1991, w grudniu 1991 przystapil do Wspólnoty Niepodleglych Panstw. Turkmenia ma klimat  kontynentalny.  Lato jest suche i bardzo gorace, zima lagodna z czestymi deszczami i raczej rzadkim sniegiem.
Nasz korespondent z Turkmenistanu, p. Walenty Tyszkiewicz, oprocz ponizszej informacji, przysyla nam regularnie najswiezsze wiadomosci z tego rejonu swiata. Link do nich znajdziesz tutaj:  
Listy z Aszchabadu
CENTRUM "POLONIA TURKMENSKA "
Pierwsza liczna grupa Polaków przybyla do Turkmenistanu po powstaniu styczniowym w 1863 roku. Zeslancy pracowali przy budowie kolei o dlugosci 700 km, laczacej Krasnowodsk z Aszchabadem. Druga grupa przybyla w 1903 roku i zostala skierowana na budowe fabryki szkla w Aszchabadzie, w której nastepnie pracowali. W 1908 roku tylko w samym Aszchabadzie na 60 tysiecy mieszkanców bylo 5 tysiecy Polaków.

W czasach carskich w pieciu sposród siedmiu miast: Aszchabadzie, Krasnowodsku, Czardzou, Kyzyl-Arwat i Mary wybudowano koscioly, powszechnie zwane polskimi (w "czasach radzieckich" w wiekszosci zrujnowane). Kolejne fale przesiedlenców stanowia deportowani w wyniku wojny 1920 roku oraz z lat 1935-1939, a takze po rozpoczeciu okupacji wschodniej Polski w 1939 roku. W czasie II wojny swiatowej przyjechaly tu "polskie dzieci wojny". W czasie formowania Armii Polskiej w ZSRR przez Turkmenistan przechodzil szlak, którym ewakuowano dzieci polskich rodzin, deportowanych glównie na Syberie po 17 wrzesnia 1939. Byly to w wiekszosci sieroty, które pózniej trafily m. in. do Nowej Zelandii, RPA, Kanady i Australii. Ostatnio ustalilismy kontakt z niektorymi z nich - Panem Tadeuszem Dorostanskim, mieszkajacym w Australii i Panem Franciszkiem Gercogiem, mieszkajacym w Stanach Zjednoczonych, mamy nadzieja ze znajdziemy i innych.


Po zakonczeniu wojny w 1945 roku równiez przybywali Polacy - prawdopodobnie ofiary masowych aresztowan, dokonywanych na terenie Polski, najczesciej zolnierze armii podziemnej i ich rodziny. Szacuje sie, iz na 1948 rok w Turkmenistanie mieszkalo ok. 25 tysiecy Polaków i osób polskiego pochodzenia. Od tego czasu liczba Polaków zmniejszala sie.


6 pazdziernilka 1948 roku w czasie trzesienia ziemi w Aszchabdzie zginelo kolo 7,5 tys. Polakow. W roku 1956 w Aszchabadzie rozpoczela prace komisja repatriacyjna, ale skorzystac z tej okazji mogli tylko mieszkancy Aszchabadu, poniewaz w zwiazku z duzymi odleglosciami, jak tez brakiem lacznosci i informacji, Polacy mieszkajacy w innych rejonach nie wiedzieli o jej istnieniu.

powrot do gory


Dzialalnosc polonijna.  Centrum "Polonia Turkmenska" powstalo w pazdzierniku 1992 roku. Jestem pewny, iz zyja jeszcze w Turkmenistanie potomkowie "tamtych" Polaków, o których jednak nic nie wiemy. Nie mozemy ich odszukac, bo nie wolno nam zamiescic ogloszenia w prasie, aby poinformowac o istnieniu "Polonii Turkmenskiej" i prosic o kontakt z nami. Jedyna dostepna dla nas droga nawiazania kontaktów i przekazywania informacji jest chodzenie od jednej osoby do drugiej i "po ziarenku" zbieranie polskiej wspólnoty. Pewna czesc Polaków wyjechala do Polski, czesc na Ukraine, Bialorus, Litwe oraz do Rosji. Starsze osoby wymarly, mlodszym w wiekszosci przypisano inna narodowosc i powoli ulegli wynarodowieniu.


Obecnie Polonia w Turkmenistanie liczy okolo 5 tysiecy Polaków i osób polskiego pochodzenia. Niestety, nie mamy mozliwosci podania precyzyjnych danych, dotyczacych liczebnosci dzisiejszej Polonii, nie mozemy tez przedstawic sladów z historii polskiej wspólnoty w tym kraju. Materialy archiwalne sa niedostepne, bowiem uczyniono z nich tajemnice panstwowa. Prace polonijna prowadzimy w bardzo ciezkich warunkach. Nie zwracajac uwagi na zakazy wladz i przesladowania, zgromadzilismy Polaków wokól Centrum. Mamy 560 czlonków zwyczajnych (z pisemnym podaniem) i 430 czlonków-korespondentów. Jestesmy nadal organizacja nie zarejestrowana i z tego powodu wielu Polaków obawia sie utrzymywac z nami jakiekolwiek kontakty.  Zyjac pod rzadami despotyzmu i biedy, ani zyc, ani pracowac nie jest latwo, a nawet niebezpiecznie. Ci, którzy mieli takie mozliwosci - uciekli do innych krajów. Niemcy i Zydzi wyjechali prawie wszyscy, Rosjanie równiez, a w Ambasadzie Rosyjskiej kolejka starajacych sie o zezwolenie na wyjazd liczy 25 tysiecy nazwisk. Trwa staly exodus ludnosci. Tylko Polacy nie maja mozliwosci wyjazdu, bo zaden kraj ich nie przyjmuje. Rosja stawia osobie starajacej sie o przesiedlenie warunek posiadania rodziny, krewnych w prostej linii albo przedstawienia dowodu urodzenia tam. Polacy w wiekszosci takich warunków nie spelniaja i nie maja wyjscia - musza nadal mieszkac w kraju o zupelnie innej kulturze i wierze. Nie stac nas nawet na okresowe wyjazdy poza teren zamieszkania, gdyz koszty sa zbyt wysokie, a zarobki niskie. Musimy wiec ukladac sobie zycie tu, na miejscu, ale i to nie jest proste. W tej sytuacji jedynym wyjsciem jest wzajemne wspomaganie sie w gronie rodaków, choc i ta dzialalnosc nie jest calkowicie od nas zalezna. Wladza nie daje zgody na rejestracje Centrum, ale pomimo naszej "nielegalnosci" nie ucieka sie do ostrych form represji.


Sytuacja ekonomiczna Centrum jest bardzo trudna. Prosimy i blagamy od osmiu lat o poparcie w wielu instytucjach panstwowych i spolecznych w Polsce, które udzielaja pomocy Polakom na Wschodzie. Czasy byly o wiele trudniejsze niz dzis, nie bylo jedzenia, leków, podstawowych rzeczy - ale nie dostawalismy zadnej pomocy. Aby przetrwac radzilismy sobie sami. Przetrwalismy, choc nie wszyscy. Wielu Polaków wyjechalo do Rosji, inni chorowali, kilkanascioro umarlo, w tym : w 1995 zmarla moja zona Nadzieja, w 1996 zmarl mój zastepca od pracy polonijnej Wlodzimierz Zuków i wiele innych osób. Nie mielismy zadnej pomocy materialnej edukacyjnej, kulturalnej, nawet moralnego poparcia, a mimo wszystko - wytrzymalismy.


Dzisiaj jest nieco lepiej, juz nie ma takiego glodu, mamy rózne towary w sklepach w aptekach pojawily sie leki. Wysilkiem entuzjastów zrobilismy wiecej niz mozna bylo oczekiwac: zbudowalismy nasza organizacje, prowadzimy kursy jezyka polskiego, kierujemy dzieci do Polski na kolonie, na wyzsze uczelnie. Poniewaz nasze Centrum nie jest zarejestrowane przez wladze, mielismy nadzieje, iz uda sie zarejestrowac Kosciól katolicki i bedziemy mogli pracowac pod jednym dachem.

powrot do gory


Od pazdziernika 1997 roku mieszkaja w Aszchabadzie dwaj ksieza: ojciec Andrzej Madej i Radoslaw Zmitrowicz. Przepisy prawne w Turkmenistanie do rejestracji wspólnoty religijnej wymagaja 500 podpisów wiernych z jednej miejscowosci. Jeszcze w 1997 r. pomoglismy ksiezom zebrac podpisy, choc zabralo to pól roku pracy. Mamy wiecej niz pieciuset chetnych do udzialu w zyciu koscielnym, ale ludzie boja sie i obawa ta jest uzasadniona. Ksieza napisali list do wladz (ministerstwo sprawiedliwosci, urzad ds. religii MSZ) z informacja o zwolaniu zebrania zalozycielskiego. I co sie stalo? Wladze podniosly wielki szum. Na zebranie nakazano zwolac piecset osób z paszportami. Ksieza musieli zebrac wszystkie 500 paszportów i zaniesc je do ministerstwa sprawiedliwosci, gdzie wlasciciele tych paszportów byliby "rozpatrywani" - czy nie maja jakichs win z przeszlosci. Polaków straszono, grozono zwolnieniami z pracy. Dwa tygodnie trwaly "dochodzenia" i nekanie. Potem mówiono, iz jesli aktywisci sami nie zwolnia sie z pracy, to kierownictwo zakladów znajdzie na nich sposób, aby ich usunac... W koncu zostawili ludzi we wzglednym spokoju, rozpowiadajac, iz teraz beda zajmowac sie prezesem Centrum. Takimi metodami zastraszono znaczna liczbe naszych czlonków. W wyniku szykan wiele osób zrezygnowalo z udzialu w zyciu koscielnym i polonijnym. Nadal odczuwamy niebezpieczenstwo i grozby, a brak poparcia ze strony instytucji polskich nie umacnia naszej pozycji.


Imprezy polonijne:  Organizujemy imprezy z okazji swiat narodowych i religijnych. Na Boze Narodzenie organizujemy spotkania przy choince, wystawiamy jaselka, spiewamy koledy i piesni narodowe. Zaproszamy Polaków, którzy pracuja w Aszchabadzie, a na stale mieszkaja w USA, Holandii, Niemczech i Kanadzie; oni spiewaja koledy w jezyku angielskim (wiekszosc z nich nie zna polskiego, ale wiedza, ze ich korzenie sa w Polsce). Z okazji 3 Maja, 11 listopada wystawiamy przedstawienia o tematyce historycznej: od Lecha, Czecha i Rusa, od Mieszka I do Stanislawa Augusta Poniatowskiego, Kosciuszki, Pilsudskiego.

powrot do gory


Naszym zadaniem jest propagowanie wiedzy o historii i kulturze polskiej. Nadal nie dociera do nas biezaca informacja o sytuacji w Polsce, oczywiscie znacznie trudniej jest o materialy historyczne. Jedynie nasza mlodziez, która uczy sie jezyka polskiego, zapoznaje sie z fragmentami ksiazek, bedacych w naszym posiadaniu. Wiekszosc doroslych nie rozumie juz jezyka polskiego. Podstawowym zródlem informacji o Polsce wspólczesnej dlugo byl dla nas "Glos Katolicki", który docieral z Paryza (za to jestesmy bardzo wdzieczni rodakom z Francji). Teraz korzystamy z Internetu, prasy polskiej nadal nie mamy.


Nie majac wystarczajacego wsparcia z Polski zwrócilismy sie bezposrednio do Swiatowej Polonii i uczynilismy slusznie: w kwietniu 1997roku otrzymalem list od p. Stanislawa Gotowicza z Australii, prezesa Domu Polskiego w Adelajdzie, w którym powiadomil mnie, iz rodacy z Australii przekazali do Krakowskiego Domu Polonii 2 200 dolarów australijskich dla "Polonii Turkmenskiej". Otrzymalismy te pomoc, ale musialem pojechac do Moskwy, pomimo iz prosil o wyslanie pieniedzy na moje konto - wycieczka kosztowala okolo 600 dolarów australijskich. Taki byl skutek dziwnego sposobu posrednictwa polskich organizacji w Polsce, które dzialaja tak, jakby nie znaly realiów zycia na terenach bylego ZSRR.


Z takim "niezrozumieniem naszych realiów" spotkalismy sie nie po raz pierwszy - w grudniu 1996 r. Stowarzyszenie Francja-Polska skierowala do nas 316 kg darów za posrednictwem polskich organizacji; dotarly do Moskwy i stad juz nie moglismy ich przywiezc. . Polonia kanadyjska wyslala w czerwcu 1997 roku do "Wspólnoty Polskiej" 63 kg ksiazek; literatura, podreczniki, olówki, kredki itp. - dotarly do nas w marcu 1998 r.; maszyna do pisania niestety w drodze ulegla zniszczeniu. W 1997 r. z Funduszu Sorosa (USA) otrzymalismy komputer Pentium-166 - bo jestesmy najwieksza organizacja pozarzadowa w Aszchabadzie - przeznaczony na E-mail i Internet. Szanowna pani Haubensztok w tym ze roku podarowala nam 1650 USD za  ktore kupilismy kserokopiarke, drukarke komputerowa i skaner. Ustalilismy dobry stosunki z  Stowarzyszeniem "Polonia Technica" z Nowego Jorku, ktore w 1998 r. zebralo dla nas 431 USD. Pomoc rodakow z roznych krajow umozliwila nam uruchomienie naszej dzialalnosci na wieksza skale. Trzeba dodac, ze i Stowarzyszenie "Wspolnota Polska" dalo nam w lipcu 1998 r. $1140 USD, ale na tym wsparcie naszej dzialalnosci w Turkmenistanie sie skonczylo.

powrot do gory


Niestety czas plynie, komputer juz spalil sie z powodu zlej pracy naszej elektrowni, musialem kupic prawie wszystkie wewnetrzne czesci, teraz znow dziala, ale jako P-II, 333 Mhz. Co prawda jednego komputera nam za malo - mlodziez chce miec mozliwosci uczenia sie wspolczesnych zawodow, przede wszystkim komputerow, ale trzeba znac nasze warunki edukacji zeby zrozumiec, ze my, Polacy tu nie mamy szans. Nie mamy mozliwosci zorganizowania zbiórki we wlasnym srodowisku na dzialalnosc polonijna, bo nasi czlonkowie nie maja nawet wystarczajacych srodków na zycie. Cala dzialalnosc odbywa sie na koszt nielicznych entuzjastów, glownie na moj. Oczywiscie nie mozemy kupic lokalu, nie mozemy tez wynajac, materialów dydaktycznych, podrecznikow, ale pracujemy i wydaje sie, ze w swietle istniejacych warunków, niezle nam sie to udaje. Uczymy dzieci jezyka polskiego, choc w ograniczonym zakresie. Wielka trudnosc sprawia nam nauka i prowadzenie swobodnej konwersacji w jezyku polskim, poniewaz nie ma w naszym gronie osoby bardzo dobrze mówiacej po polsku i brakuje pomocy dydaktycznych.


Dziekujemy za poparcie Ambasadzie RP w Moskwie, bowiem dzieki jej pomocy mielismy mozliwosc startu, a od 1996 roku kierujemy dzieci na kolonie letnie w Polsce, organizowane przez Stowarzyszenie "Wspólnota Polska". Szesc osob uczy sie w Polsce na wyzszych uczelniach na koszt rzadu RP. Ta niewielka pomoc dotyczy tylko nielicznych, którzy do Polski wyjezdzali. Wiekszosc nie ma tej mozliwosci, wiec dla nich trzeba organizowac prace na miejscu. Pociagi do Moskwy nie kursuja, a bilet samolotowy kosztuje ok. 200 USD plus bilet na pociag Moskwa-Warszawa ok. 70 USD - na wycieczki nas nie stac. W takich warunkach brak poparcia z kraju bardzo negatywnie dziala na polska spolecznosc, ale nie mozemy nic na to poradzic.


Od padziernika 1998 r. Ambasador RP w Ukrainie Pan Jerzy Bahr, jednoczesnie jest Ambasadorem RP w Turkmenistanie i oczywiscie oczekujemy pomocy od Ambasady RP w Kijowie. Juz sa skutki: po raz pierwszy zaproszono od nas na letnie kolonie 19 osob. W biezacym roku 3 osoby sa przyjete na wyzsza uczelnia w Polsce, za co bardzo dziekujemy Jego Excelencji i stosownym instytucjom w Polsce. Niestety, juz koniec maja , ale znow nic nie slychac o wsparciu naszej dzialalnosci tu, na miejscu ze strony organizacji polskich. Bardzo liczymy na pomoc od Polonii zachodniej, szukamy stalych sponsorow. Z drugiej strony oczekujemy ze Polonia zachodnia znajdzie sposoby nacisnac na odpowiednie organizacje w Polsce, zebysmy i my w ramach pomocy Polakom na Wschodzie mieli wsparcie finansowe i materialne. Nie czekamy wiecej niz inne organizacii polonijne we WPN, tyle samo, tylko ze stosownie z nasza liczba. Cala Polonia w Turkmenistanie z glebi serca dziekuje wszystkim, którzy pomagaja nam materialnie i moralnie.

Walenty Tyszkiewicz

                                                                                   e-mail walenty@cat.glasnet.ru

Adres: Centrum 'Polonia Turkmenska", ul. B. Karryjewa 64/1.
744000 Aszchabad Turkmenistan; tel/fax (993-12) 398720;

do poczatku