Listy z Aszchabadu

Nadesłał Walenty Tyszkiewicz (maj 2002)   

Szanowni Państwo,

Napisać opinię o posiedzeniu Senatu, dotyczącym polityki Państwa Polskiego wobec Polonii i Polaków za granicą, z punktu widzenia Polaka mieszkającego w Azii Centralnej  jest sprawą niezwykle trudną, ponieważ doświadczenie mówi, że w posiedzeniach różnej rangi, które już się odbyły w latach poprzednich, i tym o którym mówimy dziś, interesy Polaków z Azii Centralnej zupełnie nie są brane w rachube. (Chcę sprecyzować, że w Azii Centralnej leżą: Kirgistan, Uzbekistan, Tadżykistan i  Turkmenistan. Kazachstan do Azii Centralnej nie należy.

Wysocy dostojnicy z kraju nie są zainteresowani w rozwiązywaniu naszych problemów. Nawet Polacy z Kazachstanu, którzy od dawna służą sztandarem w politycznych rozgrywkach, nie doczekali się prawdziwego umożliwienia powrotu do Ojczyzny, a jakieś dodatkowe kłopoty związane z innymi krajami azjatyckimi dla urzędnikow polskich zupełnie nie są potrzebne. Nigdy nie zajmowali się naszymi sprawami  przedstawiciele  zachodnich "kontynentalnych organizacji", bo mają własne problemy. (Nie chcę zarzucać im to jako winę, jedynie stwierdzam istniejące fakty). Tak samo przedstawiciele organizacji Ukrainy, albo Rosji słusznie dbają o interes Polaków z rejonów ich zasięgu.

Tu właśnie można zapytać: a co to jest "organizacja kontynentalna".  I jeśli oni naprawdę istnieją, to jaka kontynentalna organizacja reprezentuje interesy Polaków z Turkmenistanu, z całej Azii Centralnej? Polonia Kazachstańska? Nie, ona sama boryka się z podobnymi problemami, może tylko trochę skuteczniej niż my.

Więc żadna organizacja nie zajmuje się przedstawieniem naszych interesów. A sami my też nie możemy zabrać głosu, bo  instytucje krajowe nie chcą nas wysłuchać.

A czy w ogóle istnieje zainteresowanie dla naszych problemów w Kraju? Z przykrością można stwierdzić, że nie, nie istnieje. Mimo ogólnych deklaracji o trosce  wobec wszystkich polonusów, my jesteśmy odbierani tylko jako niepożądane bękarty Narodu Polskiego, którym chcąc-nie chcąc można od czasu do czasu rzucić kawałek chleba, ale nie można zapraszać do wspólnego stołu.

Kiedys w w czasach antycznych napisano, że mucha posiada osiem nóg. Prawie dwa tysiące lat we wszystkich uczelniach nauczano studentów, że tak jest  naprawdę. I nikt z profesorów nie znalazł czasu policzyć, ile tych nóg mucha ma w  rzeczywistości. Tylko w wieku XIX okazało się że nóg jest sześć.

Tak samo kiedyś statystyka Związku Radzieckiego, słynna ze swojego "obiektywizmu", podała, że w Azii Centralnej prawie nie ma Polaków. Jakoś byli od paru wieków, kilkadziesiąt tysięcy Polaków, i nagle wszyscy znikli, i nikt nie wie gdzie. I w czasie powstania współczesnej Rzeczypospolitej Polskiej, powołane do współpracy z Polonią instytucje i organizacje chętnie skorzystały z tych statystyk. Chętnie, bo takie statystyki od razu odcinały z zakresu działań Kirgistan, Uzbekistan, Tadżykistan, Turkmenistan.

No i jak nie ma, to nie ma. Można w tym kierunku nic nie robić, nie zawracać sobie nadmiarnie głowy repatriacjami i pomocą, a na wołania poszczególnych dokuczliwych reprezentantów tamtejszych organizacji można po prostu nie zwracać uwagi. Jeśli chodzi o dokładne cyfry, to rzecz jasna trzeba wierzyć statystyce radzieckiej, a nie rodzimych badaczy.

Będąc przedstawicielem Polonii Turkmeńskiej mam następne doświadczenia ze sposobu prowadzenia obrad na posiedzeniach: na spotkaniu działaczy polonijnych w Krakowie (1996 r.) miałem całych 5 minut na przedstawienie obrazu Polonii Turkmeńskiej, w Budapeszcie na posiedzeniu Rady Polonii Świata (1998 r.) dopuszczono mnie do trubuny aż dwa razy (po trzy minuty). Na posiedzeniu Komisji  do spraw Pomocy Charytatywnej i Problemów Repatriacji, ktora działała w ramach II Zjazdu Polonii Świata, i której byłem członkiem udzielono na wyjaśnienie szanownej Komisji naszej sytuacji takze  5 minut. No i na zakończenie cała minuta była dana na zwrot bezpośrednio do Zjazdu. Także w ciągu sześciu lat miałem całych 14 minut na powiedzenie prawdy o naszym życiu dla osób decydujących o naszych losach.

Do chwały odpowiednich prezydiów tych posiedzeń trzeba dodać, że w każdym przypadku oni decydowali o wystarczalności informacji, i stanowczo ograniczali moją wypowiedź. Jakoś tak się stało, że w żadnych stenogramach i oficialnych dokumentach tych imprez nie było śladu  moich wystąpień, i ani słowa o Polakach z Turkmenistanu, czy z innych krajów Azii Centralnej. Jestem pewien, że i na tym ostatnim posiedzeniu ani organizatorom, ani honorowym gościom wiedza o naszych  biedach nie była potrzebna.

Wystąpienie prezesa Polonii kazachstańskiej pana Jana Zienkiewicza mogłoby być przykładem i naszej sytuacji, bo gdybym ja pisał tekst o naszej sytuacji, to napisałbym prawie to samo, z jedyną poprawką: u nas to wszystko dzieje się na tle reżymu, w porównianiu z którym Kazachstan jest wzorem demokracji i przykładem pluralistycznego społeczeństwa. Nie trzeba długo szukać potwierdzenia tej tezy - media kazachskie pisza o tym często i otwarcie, wystarczy wejść na kazachskie serwery, żeby zauważyć uderzajaco ostre komentarze na temat Turkmenistanu. Tok samego posiedzenia nie przyniósł radości Polakom ze Wschodu.

Można przypuścić, że mimo podniosłych słów, proces repatriacji, skutków którego i tak nie odczuwaliśmy, po tym posiedzeniu zmniejszy się do zera. Można podziękować panu prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, ktory jasno i otwarcie powiedział: "Jest też wielki problem repatriacji. Tu powinnismy zapewnić politykę otwartą, ale realistyczną. Byłoby czymś niemoralnym, gdybyśmy łudzili mirażami łatwego powrotu do Polski tych ludzi, którzy już swoje przecierpieli.  Należy im się uczciwe stanowisko co do możliwości i zakresu przyjęcia fali repatriacyjnej" - przynamniej koniec złudzieniom, chociaż jest przykro, że oszukiwano nas przez różnego rodzaju "programy' w ciągu kilkunastu lat.

Rozpatrując Uchwałę możemy stwierdzić, że dla nas nic nowego w niej nie przewidziano, a na odwrót, zakres działań, który ona obejmuje został znacznie zmniejszony, w dodatku  centrum uwagi jest przesuniete ku większemu wykorzystaniu wygodnych dla Państwa stron współpracy z Polonią Zachodnią, i ograniczeniu pomocy dla Polonii na Wschodzie.

Myślę, że dobrze byłoby dodać do podstawowych punktów Uchwały komentarz: "Zapewnienie Polonii i Polakom za granicą praw mniejszości narodowej w krajach zamieszkania."

Jak można mówić o jakimś zapewnieniu, gdy Polska nie ma nawet podstawowych umów międzynarodowych z Turkmenistanem? Ani ambasady ani konsulatu tu nie ma. Turkmenistan wchodzi w zakres ambasady w Kijowie, która znajduje się trzy tysiacy km stąd. Ostatni przedstawiciel MSZ RP przyjeżdzał do nas dwa lata temu.  "Rozwijanie nauki języka polskiego i kształcenie się w języku polskim w miejscu zamieszkania Polaków za granicą, ze szczególnym uwzględnieniem krajów, w których przez długie lata nasi Rodacy nie mieli możliwości nauki języka ojczystego i ksztalcenia się w języku ojczystym."

W jaki sposób myślą autorzy Uchwały rozwijać jezyk i kulturę? W Kazachstanie jeszcze może być, że coś zrobią, a u nas? Nasze Centrum nie jest zarejestrowane, bo władze nie dają pozwolenia na rejestrację żadnej społecznej organizacji. Z tego samego powodu nie ma w Turkmenistanie zarejetrowanego kościoła katolickiego. Jak już pisałem nie ma także placówki dyplomatycznej.

"W działaniach na rzecz uprawnień Polaków za granicą w większym niż dotychczas stopniu należy wykorzystywać prawo międzynarodowe oraz prawo wewnętrzne krajów Ich zamieszkania."

Deklaracje, deklaracje i deklaracje. Jak można coś robić, w czasie, gdy na tym terenie Polska zupełnie nie jest obecna, ani politycznie, ani ekonomicznie, ani kulturowo. Jak mówi przysłowie: najpierw Pan będzie pracował bez pensji, ale jeśli zauważymy, że Pan stara się, to podniesiemy ją o dwa razy.

Kolejna decyzja posiedzenia: powolanie Rady Konsultacyjnej, składającej się z przedstawicieli "najwiekszych organizacji kontynentalnych". (A' propos, gdy w 1998 roku w Budapeszcie zaproponowalem powołanie czegoś podobnego, to byłem mocno skrytykowany przez prezydium, może dla tego, że myślałem, że to ma być Rada Rodaków, skladająca się z przedstawicieli każdej reprezentatywnej organizacji Polaków z każdego kraju osiedlenia, a nie poszczególnych kontynentow?).

Z przyczyn powyższych: co możemy konkretnie my oczekiwać od Konsultantów na przyklad z KPA? Raczej nic. Z Rosji? Tym bardzej.

Znów, i teraz już na długo jesteśmy pozbawieni prawa głosu, i razem z tym nadziei na lepsze.

Z powazaniem
 
Walenty Tyszkiewicz
mailto:
walenty@online.tm


Powrot do "Turkmenistanu", gdzie znajdziesz wiecej ciekawostek na temat Polakow tam zamieszkalych.