Jurata Bogna Serafińska

Wywiad z Martą Fox

Marta Fox - poetka, powieściopisarka, eseistka o wszechstronnych zainteresowaniach. Pracowała jako: filolog, pedagog, bibliotekarz, dziennikarz, redaktor, kierownik literacki teatru. Jest autorką opracowań kulturalnych, poświęconych m.in. konkursom literackim. Należy do Towarzystwa Kultury Teatralnej. W latach 1994-1998 pełniła funkcję prezesa Oddziału Wojewódzkiego w Katowicach, Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego oraz Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Tematem twórczości prozatorskiej Marty Fox są problemy dzieci i młodzieży, związane głównie z dojrzewaniem emocjonalnym. Swoje teksty publikuje na łamach m.in. "Gońca Teatralnego", "Teatru", "Opcji", "Poezji", "Autografu" (Gdańsk), "Magazynu Literackiego", "Wiadomości Kulturalnych" i "Twojego Stylu". Wydała 25 książek (powieści, poezje, felietony). Jej książki często stają się bestsellerami. Powieść "Magda.doc" znajduje się na liście nadobowiązkowych lektur szkolnych. Marta Fox jest dwukrotną zdobywczynią Grand Prix w Ogólnopolskim Konkursie Literatury Miłosnej. Odznaczona w 2006 r. orderem: Zasłużony dla Kultury Polskiej.


Czytałam pani wiersze w Internecie. Zachwyciły mnie swym kunsztem i siłą. Pragnę przytoczyć jeden z nich, napisany w 2001 roku

"Kiedy wychodzisz z domu
Nie zapomnij powiedzieć, że
Kochasz.
Cóż z tego, że powtarzałeś
Wielokroć i że wiem.
Może właśnie wtedy usłyszę
To po raz ostatni,
Może"

W Pani utworach wyczuwa się jakąś ukrytą tajemnicę - magię…Mam nadzieję, że zgodzi się Pani odpowiedzieć na kilka pytań.

1. Od czego zaczęła się Pani pasja pisania?

Pasja? Nie wiem, czy we mnie jest pasja. Nie planowałam pisania, nie marzyłam o byciu pisarką. Któregoś dnia, po kilkunastu latach wykonywania różnych zawodów (byłam nauczycielką polskiego w liceum, dziennikarką, pracowałam w teatrze) napisałam opowiadanie. Miałam wtedy 37 lat. Opowiadanie wysłałam na ogólnopolski konkurs, obiecując sobie, że jeśli dostanę Grand Prix to będę pisać dalej. Dostałam, nagroda mnie uskrzydliła, odkryłam w sobie inne przestrzenie, ścieżki i zaczęłam za nimi podążać. Przez dwa lata pisałam opowiadania i wiersze, rozsyłając je po konkursach i zdobywając główne nagrody.

2. Czy od początku chciała Pani pisać dla młodzieży?

Nie pisałam z myślą o młodzieży, moja pierwsza książka "Kapelusz zawsze zdejmuję ostatni" była zbiorem nagrodzonych opowiadań i wierszy. Tę książkę czytała młodzież, ale nie był to gatunek "dla młodzieży". "Kapelusz…" doczekał się wielu pochlebnych recenzji, a  ja etykietki "odważnej pisarki erotycznej".
Z początku bardzo mi się to podobało, potem zaczęła mnie drażnić ta "gęba". I wtedy chyba pomyślałam o napisaniu czegoś zupełnie innego, co byłoby ucieczką od tamtej etykietki. Życie podsunęło mi pomysł: napisałam powieść dla nastoletniej córki, która nie chciała czytać - "Batoniki Allways miękkie jak deszczówka". "Przetestowałam" ją na córce, pomyślałam, że jeśli ona przeczyta z zadowoleniem, to inne nastolatki też.
Na wydanie książki czekałam dwa lata, od dwóch wydawców dostałam bardzo dobre recenzje i informację, że książki nie wydadzą. To był okres gwałtownej transformacji w Polsce i sprywatyzowani wydawcy obawiali się inwestowania w nieznaną osobę. Ponieważ wówczas pisanie traktowałam jak przygodę, więc nie rozpaczałam, schowałam książkę do szuflady. W tzw. międzyczasie dostałam główną nagrodę w konkursie poetyckim im. Edwarda Stachury. Dziennikarz radiowy zadał mi pytanie, jakie są moje plany twórcze. Podałam tytuł książki i powiedziałam, że szukam wydawcy. Po kilku dniach otrzymałam propozycję wydania. Och, to zabawna historia. W każdym bądź razie powieść się ukazała, napisałam drugą część, czyli  ciąg dalszy losów szalonej nastolatki - "Agaton-Gagaton: jak pięknie być sobą".
Książka dostała nagrodę International Books on Board for Young People. I chyba od tej pory wydawcy zaczęli pukać do mnie, nie ja do nich.

3. Słyszałam, że znane jest Pani powiedzenie "Lubię mówić, że urodziłam się na półce z książkami”. Skąd się wzięło to powiedzenie? Czy wiąże się z nim jakaś historia?

Czasem mówię, że mieszkam na półce z książkami. Na pewno to wymyśliły moje córki, a ja uznałam za swoje, bo rzeczywiście najlepiej się czuję w otoczeniu książek, najbezpieczniej, najprzyjaźniej. Mam dużą bibliotekę, 5 tysięcy woluminów, więc mieszkam w domu kątem. Jestem pisarką, która czyta. Czy zauważyła pani, że wielu pisarzy nie czyta? Jakby pisanie wykluczało czytanie. Albo deklarują, że nie czytają powieści, pozostając przy esejach. Ja czytam wszystko prócz literatury fantasy i science-fiction. Prowadzę w bibliotece spotkania z pisarzami, więc nie odważyłabym się na wygłup, by rozmawiać z pisarzem, którego twórczości nie znam.

4. Jakie miejsce w Pani życiu zajmuje twórczość?

To moja praca, więc ważne. Każdą pracę wykonuję z zaangażowaniem, tę szczególnie, bo sama jestem sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Nie chcę dorabiać żadnej górnolotnej ideologii do tego, co robię. Piszę, bo mam do powiedzenia. Piszę, bo mam czytelników. Gdyby nikt nie chciał mnie czytać, myślę, że nie wykonywałabym tego zawodu. Instytut Książki i Czytelnictwa Biblioteki narodowej wziął pod lupę czytelnictwo dla przyjemności nastolatków z 70. losowo wybranych szkół z całej Polski. Znalazłam się w dziesiątce najpoczytniejszych autorów, pomiędzy Andrzejem Sapkowskim, Małgorzatą Musierowicz, Stephenem Kingiem.

5. Jakie wartości ceni Pani najwyżej?

Miłość.

Tylko miłość?

Jak jest miłość, to może być także wszystko inne, co dobre. Obserwujemy pewną tendencję światową dotyczącą krótkich form literackich. Formy takie pasują lepiej od tradycyjnych, długich - do publikowania w Portalach. Wielu autorów zaczęło pisać jednostronicowe opowiadania i powieści nie przekraczające dwustu stron.

6. Czy mogła by Pani zdradzić swoje zdanie na temat tego nurtu i jego przyszłości?

Mało kto pisze dziś powieści liczące 500-700 stron. Przeciętna powieść liczy 150-250 stron. Wiąże się to z tempem życia, ale też i z tym, że książka jest towarem, który powinien się sprzedać.  Książka żyje dziś dwa albo trzy miesiące i koniec. Dzieła wartościowe -  nawet, jeżeli powstają - giną w nieogarnionej produkcji, a przebija się dobrze reklamowana szmira. Dzięki dobrej reklamie można sprzedać wszystko i łatwo zabłysnąć na krótko. Problemem jest utrzymanie się na rynku. Mam nadzieję, że Czas zweryfikuje, kto pozostanie, kto odpadnie. My żyjemy wprawdzie coraz dłużej, ale wszystko wokół nas istnieje coraz krócej. Portalowe pisanie jest modne, nie sądzę jednak, aby z niego powstała dobra literatura.

7. W ostatnich czasach wiele papierowych czasopism przezywa kryzys, natomiast jak przysłowiowe grzyby po deszczu powstają nowe portale internetowe. Czy uważa Pani, że Portale stanowią przyszłość dla pisarzy, ponieważ młode pokolenie chętniej czyta z ekranu monitora niż z książki?

To dla mnie trudne pytanie. Stanisław Lem w jednym ze swoich ostatnich wywiadów powiedział, że mamy na świecie 1017 bitów informacji. Nikt nie jest w stanie przerobić z tego nawet jednego procenta. Jak mamy wybrać akurat te informacje, które są nam potrzebne? Czy zauważyła pani jak modne stało się pisanie internetowych dzienników, tak zwane blogowanie? To również szansa dla początkujących w pisaniu. Większość piszących marzy o tym, by z wirtualnego bytu przerzucić się w byt realny, czyli dotknąć swojego pisania, oprawionego w okładkę książki. Piszący chcą zostawić ślad, a ten jest wyraźniejszy, gdy nie jest bytem wirtualnym. Myślę więc, że portale są dodatkowym bytem, który bynajmniej nie wyeliminuje książek.

8. Przeczytałam, że w przygotowaniu jest Pani nowa książka „Wielka parada kotów”. Zaintrygował mnie tytuł, ponieważ na początku tego roku wydałam w polonijnym wydawnictwie „DSP Publishing (USA) książeczkę dla dzieci p.t. „Uczony kot i psia parada”. O czym jest „Wielka parada kotów”?

Książka będzie miała tytuł "Paulina w orbicie kotów". Poprzedni był wersją roboczą. Zrezygnowałam z niego, bo słowo parada występuje w zbyt wielu tytułach. "Paulina…" jest dalszym ciągiem hitowej "Magdy.doc" i "Pauliny.doc". Tytułowa Paulina jest córeczką Magdy, już gimnazjalistką, bo czas biegnie szybko, moje książki są na rynku od 16 lat. Powieść jest tak napisana, by stanowiła odrębną całość, zrozumiałą dla tych, którzy nie czytali części poprzednich.

9. W Pani blogu znalazłam zdjęcie przepięknego kota, a obok motto "Niech stanie się możliwe wszystko, co niemożliwe" Uwielbiam koty, należę do krakowskiego Klubu przyjaciół kota "Filemon". Muszę zadać to pytanie - czy kot na zdjęciu jest Pani domownikiem?

Nasza kocica, Rademeneska, już umarła - zwierzęta w naszym domu umierają, a nie zdychają. Była  z nami 12 lat. W naszym domu przez 11 lat była Apa, suczka, potem Kurczak i Mordek, dwa psy w podobnym wieku, jeden kupiony za 20 złotych od pijaka, znęcającego się nad nim,  drugi znaleziony w czasie mrozu. Była Brumelka - świnka morska i Misza - chomik. Kiedy dziewczynki poszły na swoje, ze mną został Mordek, z Agatką - Kurczak. U Magdy w domu są teraz rybki. Myślę, że dużo dobrego zrobiłam dla swoich dzieci, pozwalając im na trzymanie zwierzaków. Uczyły się odpowiedzialności, potrafiły każdy swój kieszonkowy grosz wydać dla zwierzaka. Agata prowadziła dziennik  kocich i psich zachowań.

Rademeneska występuje w pani książce eseistycznej "Zdarzyć się mogło, zdarzyć się musiało. Z Wisławą Szymborską spotkanie w wierszu"

Tak, to ona właśnie. Misza, Apa i Brumelka występują w powieściach o Agatonie, Mordek w powieści "Niebo z widokiem na niebo". Akcja powieści jest fikcją, ale zwierzęta w nich wstępujące są najprawdziwsze, nasze ukochane.

Mordek pojawia się także w książce „Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych”?

To powieść autobiograficzna, nie mogło więc go zabraknąć. Napisałam o nim, że to najwierniejszy facet w moim życiu. Mogę mu bezkarnie czytać mój codzienny pisany urobek i słucha wniebowzięty, co mi się, rzecz jasna, bardzo podoba i podnosi na duchu.

Oprócz powieści dla młodzieży pisze pani też dla dorosłych

Dla tak zwanych dorosłych. Żartuję… Moim marzeniem jest tak pisać, by w powieściach  młodzieżowych dorośli też  znajdowali dużo dla siebie i by po te „dorosłe” także sięgała młodzież. Na przykład: napisałam książkę „Coraz mniej milczenia. O dramatach dzieciństwa bez tabu”. To okrutna w swojej wymowie książka, rzecz o przemocy w rodzinie, literatura faktu. Uważam, że gimnazjaliści powinni ją czytać wespół  z rodzicami, by potem móc rozmawiać.

10. Na zakończenie pytanie osobiste. Czy może Pan zdradzić nad czym teraz pracuje?

Pracuję, codziennie spędzam przy biurku kilka solidnych godzin. Proszę wybaczyć, że nie powiem nad czym. Po co debatować nad czymś, co dopiero powstaje? Nie lubię też mówić o marzeniach, choć ciągle je mam.

11. Jest pani przesądna?

Bardziej chyba magiczna niż przesądna, co nie wyklucza racjonalnego podejścia do życia.

Dziękuję za rozmowę.

Warszawa, dnia 13.VII.2007r.

Wywiad przeprowadziła Jurata Bogna Serafińska

      Od redakcji: Zapraszam na oficjalną stronę Marty Fox: http://martafox.republika.pl/